Drogi Widzu! Teatr Scena Polonia zainaugurował swoją działalność 29 stycznia 2012 roku. Jako premierowy spektakl, Kinga Modjeska i Krzysztof Arsenowicz zaprezentowali chicagowskiej publiczności, komediodramat Aleksandra Gelmana pt. ,,Ławeczka”, w reżyserii Kingi Modjeskiej. Spektakl został przyjęty niezwykle entuzjastycznie, a Zespół aktorski tworzyły nauczycielki, wychowawczynie i pielęgniarki oraz sympatycy. Należały do niego m. in. słynne później aktorki Teatru: Dorota Stojowska i Maria Serafin, córka Stanisława Ciężadlika. INAUGURACJA. Pierwsza premiera odbyła się 12 listopada 1949 roku w sali Oficerskiego Domu Wypoczynkowego w Rabce. Jednym z twórców pedagogiki teatru jest Hans Wolfgang Nickel (ur. w 1933), założyciel berlińskiej Sceny Nauczycieli (1959), który do programu studiów Wyższej Szkoły Pedagogicznej wprowadził przedmiot „Teatr szkolny”. Od 1974 wykłada pedagogikę teatru i jest autorem licznych pozycji z literatury przedmiotu. Scena (powierzchnia: 9,5 x 9 m; wysokość: 7,5 m) jest zaadaptowanym studiem nagrań z zasceniem, które wcześniej pełniło funkcję magazynu. Sala znajduje się na trzecim piętrze; scena i widownia są jednopoziomową strefą bez klasycznych elementów architektury scenicznej (kurtyna, portal). Schodkowa, stała widownia liczy siedem . mat. teatru, fot. Artur Wesołowski Gdybym nie chodziła do teatru zawodowo i znalazła się na Solaris. Wspomnienie z przyszłości w Teatrze Ochoty w reżyserii Klaudii Hartung – Wójciak, jako na przykład wielbiciel twórczości Stanisława Lema, to miałabym wrażenie, że trafiłam na amatorską imprezę w domu kultury, a może nawet w czyimś dużym mieszkaniu, bo w domach kultury są zazwyczaj sceny, a tu aktorzy grają na podłodze. Na dodatek bym myślała, że trafiłam na tę imprezę cofając się w czasie. Ponieważ jednak zajmuję się teatrem zawodowo, więc rozumiem, że to „taka koncepcja”. Załóżmy więc, że do teatru chodzą tylko ludzie rozpoznający koncepcje – wtedy przedstawienie się broni. Spektakl grany jest, jak wspomniałam, na podłodze, zastawionej sprzętami wyglądającymi „dziwnie” – jakby grupa nastolatków w latach 70. w PRL, postanowiła wystawić rozgrywającą się w kosmosie powieść fantastyczno-naukową Lema i szukała po znajomych odpowiednio nowoczesnych urządzeń do scenografii, które potem nieporadnie ustawiła. W środku przestrzeń gry jest pusta. Po lewej znajduje się stos telewizorów, oczywiście analogowych, w różnych rozmiarach, z którego wystaje bokiem złoty syfon. Na niektórych odbiornikach obrazy kontrolne migają, ale bez dźwięku. Na jednym z telewizorów odliczana jest od tyłu minuta (60, 59, 58…), ale gdy się kończy nic się nie dzieje, natomiast na tym ekranie pokazuje się czasem twarz głównego bohatera, Krisa Kelvina. Na ścianie po lewej wiszą z kolei stare magnetofony szpulowe. Telewizory i magnetofony oraz syfon są namiastką elektroniki na pokładzie statku kosmicznego, w pomieszczeniu w którym znajduje się stół sterujący. Z tyłu sceny stoi urządzenie do opalania z solarium, które jest jakby łóżkiem dla kosmonautów, i świeci się niekiedy niesamowicie na czerwono. Po prawej stronie sceny znajduje się ponadto stary model instrumentu klawiszowego lub syntezatora, a na ścianie wisi świecący kaloryfer. Do tego wnętrza wchodzi, i staje nieruchomo z boku, główny bohater, gra go dziewczyna (Monika Frajczyk). Być może jak zwykle zabrakło na podwórku chłopców chętnych do wzięcia udziału w przedstawieniu. W każdym razie Kelvin dłuższą chwilę stoi nieruchomo i czeka na lądowanie na Solaris, po czym wkracza do stacji. Odtwórczyni Kelvina nosi coś jakby kostium kosmonauty, przypominający przerobiony kombinezon hutnika. Na głowie ma jakby hełm spawacza, który po zdjęciu, trzyma niczym muszkieter swój kapelusz z piórami. Czasem, jak to w przedstawieniu organizowanym siłami podwórkowymi, aktorzy muszą grać kilka postaci, które też są ubrane „niesamowicie”, czyli co tam dało się wyciągnąć niecodziennego z szafy, i poprzez połączenie niepasujących do siebie elementów uczynić jeszcze bardziej niezwykłym. Ta stylistyka przedstawienia domowego, robionego przez amatorów, którzy chcą spełnić wyobrażenie swych widzów o fantastyce naukowej, jest zachowana również w sposobie grania aktorów. Wygłaszają kwestie drewnianymi głosami, przekazują emocjonalne treści całkowicie obojętnym tonem. Przypomina to beznamiętny ton polskiego lektora w serialu brazylijskim („Kocham cię Rodrigo”, „Ja też cię kocham Mercedes”). Adaptacja Witolda Mrozka utrzymana jest w tym samym stylu. Obok motywów z Solaris pojawiają się w nim, zgodnie z przyjętą konwencją, na przykład komunikaty o locie z 1978 roku, pierwszego i jedynego jak dotąd, polskiego kosmonauty – Mirosława Hermaszewskiego. Jakby wbrew przyjętej koncepcji, w przedstawieniu rozbrzmiewają między innymi arie z oper Henry Purcella i Georga Friedricha Händla – chociaż oczywiście one też mają w sobie coś „kosmicznego” poprzez swoją monumentalność, niesamowitość i nieprzystawalność. Nie zorientowałam się czy były śpiewane przez aktorów (konsultacje wokalne Bartosza Lisika), czy są odtwarzane z playbacku. Akcja powieści jest bardzo sprawnie przedstawiana. Poznajemy większość wydarzeń, które rozegrały się na stacji. Gdy postaci mają przebywać poza statkiem aktorzy najpierw wybiegają na zaplecze, by powrócić w charakterystycznych powolnych ruchach, oznaczających poruszanie się w pozbawionej grawitacji przestrzeni kosmicznej. Czy mi się to podobało? Muszę obiektywnie stwierdzić, że to przedstawienie jest intrygujące. Widać w nim konsekwentnie przeprowadzony pomysł. Aktorzy są bez wątpienia profesjonalni i wiedzą co robią – grają niewzruszenie w założonej konwencji, nie ulegają śmiechom z widowni, i nie zaczynają szukać aplauzu, co by przekształciło ten spektakl w imprezę towarzyską. Jeśli aktorzy śpiewali w naturze, to czapki z głów – brzmią fantastycznie. Duże wrażenie zrobiła na mnie odtwórczyni głównej postaci, Monika Frajczyk. Znana ze Starego Teatru w Krakowie w roli Panny Młodej w fascynującej realizacji Wesela Jana Klaty, ma bardzo ciekawą, jakby pozbawioną wyrazu twarz, nad którą zachowuje pełną kontrolę, i wręcz magnetyzuje widza, choć nie jest to robione nachalnie, a właśnie jakby mimochodem. Podobała mi się też Weronika Łukaszewska w roli żony Kalvina – Harey. Ma w sobie atrakcyjność, której nie trzeba grać. Przy tym jest to solidnie wyreżyserowane przedstawienie. Adaptacja bardzo jasno prowadzi przez historię i choć jest skrótowa, to jednak jakoś ideę opowiadania Lema oddaje, bo nie tkwi ona tu w samym tekście, ale także w grze aktorów i tym całym pomyśle. I to jest właśnie bardzo dobre, bo przecież nie czytamy opowiadania tylko poszliśmy do teatru, który dysponuje większą ilością środków niż sam tekst. Dodatki w rodzaju wzmianek o Hermaszewskim może najmniej mnie ujmują, ale rozumiem ich rolę w koncepcji spektaklu. Bezosobowy sposób grania mnie o tyle zaciekawił, że może mieć drugie dno. Jest to przecież obecnie najbardziej modny i obowiązujący sposób grania w postdramatycznym teatrze, wygłaszanie kwestii postaci, ale bez przeobrażania się w nią, bez reprezentacji, czyli aktorstwo nie-wcieleniowe. Spektakl Klaudii Hartug – Wójciak nieco ośmiesza, być może niezamierzenie, tę manierę czy styl. Doceniam w tym spektaklu pomysł i jego przeprowadzenie, jak również jakiś rodzaj odwagi, który w nim tkwi, bo gdy zaczną przychodzić na spektakl widzowie spoza środowiska, to odbiór może być różny. Muszę przyznać, że jakoś dziwnie wracam myślami do tego spektaklu, do jakby zatrzymanych twarzy aktorów (zwłaszcza odtwórczyni głównej postaci), do powolnego rytmu przy realizowaniu zadań aktorskich, do usztywnionych póz, i do długich chwil śpiewu. Solaris Lema będzie mi się kojarzyć z tym spektaklem, mimo że widziałam też adaptację tej powieści w TR Warszawa. Jednak to niezwykłe opowiadanie ma w sobie taki ładunek ludzkiej tajemnicy, że być może tylko nieruchoma twarz Moniki Frajczyk jest w stanie ją udźwignąć. Solaris. Wspomnienie z przyszłości, na motywach powieści Stanisława Lema, Teatr Ochoty w Warszawie, reżyseria i scenariusz: Klaudia Hartung – Wójciak; dramaturgia, scenariusz i elektronika: Witold Mrozek, przestrzeń i kostiumy: Hanka Podraza, światło: Jędrzej Jęcikowski, ruch sceniczny: Magdalena Przybysz, konsultacje wokalne: Bartosz Lisik, obsada: Natasza Aleksandrowitch, Małgorzata Biela, Monika Frajczyk, Sebastian Grygo, Weronika Łukaszewska, premiera: 14 lutego 2020 Teatr Polski chce zejść do podziemia Nowa część Teatru Polskiego będzie schowana w skarpie odrzańskiej. Tak zakłada projekt biura architektonicznego Atelier Loegler z Krakowa, który wygrał konkurs na koncepcję rozbudowy teatru Konkurs rozstrzygnięto w sobotę w samo południe w foyer Teatru Polskiego. Zgłosiło się sto zespołów z całej Europy, ostatecznie projekty złożyły 42 z nich. Siedem trzeba było odrzucić, bo nie spełniały wymaganych warunków. Architekci mieli za zadanie opracować koncepcję rozbudowy teatru dla trzech sal teatralnych: letniej sceny szekspirowskiej na minimum 600 miejsc, sali eksperymentalnej z widownią na minimum 120 miejsc i wielofunkcyjnej sali prób na minimum 200 miejsc. Wszystko musiało kosztować maksymalnie 50 mln zł. Po przyjrzeniu się 35 projektom, jury postanowiło przyznać pierwszą i drugą nagrodę oraz cztery wyróżnienia. Pierwszą nagrodą (70 tys. zł) uhonorowano propozycję pracowni Atelier Loegler z Krakowa. To studio pod kierunkiem wybitnego polskiego architekta Romualda Loeglera, projektanta nowych gmachów Filharmonii Łódzkiej, Opery w Krakowie. Drugim miejscem (i nagrodą 50 tys. zł) wyróżniono biuro Czuba Latoszek z Warszawy. Wśród wyróżnionych znalazło się szczecińskie biuro projektowe MXL4, Architekci (to oni wygrali konkurs na przebudowę Opery na Zamku) oraz biura z Warszawy i Gdyni. - Poziom konkursu był bardzo wysoki - podkreślał przewodniczący sądu konkursowego Ryszard Jurkowski (SARP Katowice). - Aż 27 projektów znalazło się w pierwszej puli, do której członkowie jury zgłaszali projekty, w których dostrzegli coś niezwykle wartościowego. Zwycięski projekt zakłada wybudowanie nowej części Teatru Polskiego pod ziemią, w skarpie od strony Jana z Kolna. - Skarpa ma być rozkopana, a budynek, który w niej powstanie, zasypany ziemią, obsadzoną trawą. Nie byłoby kosztownej elewacji - opowiada Jurkowski. - Ciekawym dopełnieniem są za to przeszklenia nad ziemią, które znajdą się w dachu podziemnego budynku. Ich podświetlenie wieczorami da wspaniały efekt. Dlaczego koncepcja Atelier Loegler wydała się jurorom najlepsza? - Cała masa zespołów proponowała obiekt, który byłby konkurentem obecnej siedziby Teatru Polskiego. A my uznaliśmy, że ten budynek po rewitalizacji powinien wciąż być tym najważniejszym i najbardziej atrakcyjnym elementem przestrzeni - tłumaczy Ryszard Jurkowski. - Gratuluję Szczecinowi, bo macie państwo projekt, który ima się tendencji współczesnych w Europie. - Jest coś pięknego i prostego w tym projekcie. Nowoczesność, funkcjonalność, otworzenie się na Odrę i tajemniczość - pod wrażeniem jest Adam Opatowicz, dyrektor Teatru Polskiego. - To obiekt, który daje magię, niepowtarzalny, który spełni oczekiwania szczecinian na 10 pokoleń. Teraz teatr liczy na pieniądze od marszałka na wykonanie projektu wykonawczego. Część terenu, który miałby zająć budynek, należy jeszcze do miasta. Radni już dwa lata temu uchwalili zamianę terenu, na inny w gestii Urzędu Marszałkowskiego. Warunki do tej pory nie zostały przez urzędników ustalone. Wystawę projektów w foyer Teatru Polskiego można oglądać do końca miesiąca. Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin Więcej... Lista słów najlepiej pasujących do określenia "za teatralną sceną":ZASCENIETEATRKULISYKURTYNAHORYZONTFOYERZAPLECZEPROSCENIUMATELIERLALKARKAAKTORAKTOBRAZKRZYSZTOFREKWIZYTPIOTRANIMATORANNAMAREKDUBLER Obecny gmach Lubuskiego Teatru im. Leona Kruczkowskiego zbudowano w 1931 roku według projektów berlińskiego architekta Oscara Kaufmanna, twórcy Volksbühne. Sam projekt Stadthalle został przygotowany już w 1928 roku. Budynek jest jedyną realizacją Kaufmanna na obecnych ziemiach polskich. Do prac przy budowie Stadthalle zaangażowano także niemieckiego rzeźbiarza GerhardaSchliepsteina – specjalistę od rzeźb w stylu art déco. Schliepstein wykonał rzeźbę wieńczącą środkowy filar głównego wejścia, przedstawiającą cztery postacie męskie i żeńskie wyłaniające się z płomieni (płomienie mysli twórczej), oraz niezachowane do dzisiaj maski na drzwiach. W budynku oprócz hali widowiskowej umieszczono także siedzibę Miejskiej Kasy Oszczędności, po której pomieszczenia zajmuje dzisiaj restauracja. Takie rozplanowanie budynku podyktowane było trwającym w latach 30-tych XX wieku kryzysem gospodarczym. Gmach Stadthalle służył nie tylko do wystawiania spektakli. Wynajmowano go także na zebrania i uroczystości okolicznościowe. Prowadzono w nim również działalność kinową, która obok dotacji pochodzących z budżetu miasta, stanowiła podstawę utrzymania budynku. Jak na ówczesne czasy gmach był bardzo nowoczesny – posiadał kompletnie wyposażoną widownię z 723 miejscami siedzącymi i nowoczesne zaplecze sceniczne. Widownia, której ściany obite były okładziną z czerwonego drewna i żółtego aksamitu, pierwotnie posiadała aż 12 otworów wejściowych. Obok sceny znajdowały się garderoby dla aktorów, rekwizytornia i pokój kierownika teatru. Pod sceną umieszczono urządzenia grzewcze i nawiewne. Uroczyste otwarcie budynku miało miejsce 1 kwietnia 1931 roku. Na inauguracji wystąpiła miejska orkiestra z utworem Beethovena, a Schlesische Landestheater przedstawił „Don Carlosa”. Pierwszymi zespołami regularnie występującymi w nowo powstałej Stadthalle były amatorskie grupy kolejarzy i włókniarzy. Po II wojnie światowej zlikwidowano Miejską Kasę Oszczędności. W listopadzie 1945 roku powołano na stanowisko kierownika teatru Cezarego Julskiego, który kilka miesięcy później został przeniesiony do Poznania. Teatr wówczas zamknięto. Potrzeba funkcjonowania teatru w mieście była jednak tak silna, że próbowano utworzyć kolejne zespoły teatralne. Wśród nich wyróżniały się: „Teatr Kolejarza” zorganizowany przez Andrzeja Romańczaka i „Nowa Reduta” prowadzona przez Józefa Żmudę i Stanisława Cynarskiego. Dopiero w 1951 roku, z inicjatywy Wojewódzkiej Rady Narodowej, doszło do połączenia tych dwóch zespołów i powołano Teatr Ziemi Lubuskiej. Pierwszym dyrektorem, już zawodowej sceny, została aktorka Róża Gella-Czerska. Na inaugurację działalności zespół wystawił „Zemstę” Aleksandra Fredry. Prosty architektonicznie gmach teatru, charakteryzuje się wysokimi i wąskimi oknami. W czasach powojennych elewacja budynku została zakryta płytami azbestowymi, które usunięto dopiero podczas prac remontowych w 2002 roku. W latach 1974–1978 przeprowadzono gruntowny remont Dużej Sceny. Przedstawienia wówczas przeniesiono do domów studenckich, klubów i hal fabrycznych. W ten sposób narodził się zwyczaj nocnych pokazów premierowych dla studentów z trwającymi do rana dysusjami. Bryła budynku jest rozczłonkowana. Można wyróżnić w niej trzy zasadnicze części: pięciokondygnacyjną lekko zaokrągloną na narożnikach część skomunikowaną z trójkondygnacyjnym budynkiem administracyjnym oraz pięciokondygnacyjną dobudówkę, połączoną z gmachem niskim łącznikiem. Z tyłu głównej części dobudowano budynek, który jest regularnym blokiem. Budynek teatru jest częściowo podpiwniczony, murowany z cegły na zaprawie cementowo-wapiennej, a jego główna część przykryta jest czterospadowym dachem. Portal wejściowy, umieszczony w siedmioosiowej elewacji frontowej, wsparty jest na pięciu filarach. Detal architektoniczny fasady ogranicza się do opasek okiennych oraz wydatnego gzymsu wieńczącego.[1] W 2009 roku rozpoczęto modernizację budynku. W ramach inwestycji zaplanowano: remont elewacji budynku wraz z termomodernizacją,nadbudowę części niskiej teatru z przeznaczeniem na zaplecze sceny kameralnej, budowę windy technicznej, modernizację centralnego ogrzewania. Do końca roku 2011 w ramach przeprowadzonych prac wymieniono okna i instalację grzewczą, wyremontowano garderoby, a także większość pomieszczeń sanitarnych. Teatr został przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Na obu działających w teatrze scenach zainstalowano nowoczesne oświetlenie. Środki na modernizację gmachu pochodzą z dotacji unijnych. [1] Dane z rejestru Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków w Warszawie. Literatura: Clauß E., Buch der Stadt Grünberg in Schlesien Obst - und Rebenstadt des Deutschen Ostens, Frankfurt a. M. 1957. Clauß E., Die Grünberger Stadthalle, [w:] “HeimatKalender fur die Kreise Grunberg und Freystadt auf das Jahr 1932”. Inwentaryzacja architektoniczna Lubuskiego Teatru z paździemika 1970, Lubuski Teatr im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, teczka nr 12. Klose M., Werden und Arbeit der Stadtsparkasse Grünberg, Schlesien im Laufe eines Jahrhundert, 1937. Lubuski Teatr, dokumentacja 1971 – 2003, red. A. Buck, Zielona Góra 2003. Opaska J., Stadthalle Oskara Kaufmanna w Zielonej Górze [w:] „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 2002, z. 4, s. 342–360. Projekt przebudowy Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze z maja 1972, Lubuski Teatr im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Gorze, teczka nr 15. Ribbeck W., Neue öffentliche Bauwerke in Grünberg, [w:] “Grünberger Wochenblatt”, h. 44,1931. Stein E., Monographien deutscher Stadte. Darstellung deutscher Stadte und ihrer Arbeit in Wirtschaft, Finanzwesen, Hygiene, Sozialpolitik und Technik, Bd 29 (XXIX) Grünberg in Schlesien; Berlin - Friedenau, 1928. Verwaltungsbericht der Stadt Grünberg in Schlesien; Grünberg 1926. XX lat Lubuskiego Teatru im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze, red. J. P. Gawlik, Zielona Góra Monika Jarzyna

zaplecze teatru z tyłu sceny